Oferta: ćwiczenia biegowe, blog o bieganiu, bieganie a jedzenie, bieganie, buty do biegania, przepisy na sałatki, fit przepisy, dietetyczne przepisy, zdrowe jedzenie, dieta, sport, aktywnosc, zdrowie, zdrowe odżywianie, zdrowa żywność, zdrowe śniadanie, dieta bezglutenowa, dieta lekkostrawna, odchudzanie, omlet, omlet na słodko, omlet przepis, jak zrobić omlet

Bieganie z pięty czy śródstopia – „okiem mistrza”

Bieganie z pięty czy śródstopia – „okiem mistrza”

Tekst, który za chwilę przeczytacie napisał Jerzy Skarżyński, jest maratończykiem (2:11:42), trenerem oraz autorem książek o bieganiu.
Lecz najpierw napiszę parę słów od siebie . Od paru dobrych lat trenuje lekkoatletykę (kiedyś bardziej wyczynowo teraz już z racji wieku i życia pół amatorsko).
Moim „naturalnym” sposobem biegania był bieg przez piętę, lecz trafiłam do klubu typowo sprinterskiego gdzie bieganie przez piętę jest nie dopuszczalne ;p
Dlaczego? Dlatego, że musisz w jak najkrótszym czasie przebiec te 100,200,400 metrów , a bieganie najpierw przez piętę kosztuje zbyt dużo czasu 😉
Bieganie ze śródstopia jest bardzo obciążające dla biegacza. ale przez to, że sprinter biega od paru sekund do 2-3 min organizm jest w stanie sobie z tym poradzić.
Gorzej własnie ma się sytuacja dla biegacza długodystansowego 🙂 , a o tym tekst poniżej :

„Z jednej strony odpowiedź na to pytanie jest dla mnie baaardzo łatwa i brzmi: należy lądować na pięcie,
by po fazie przetaczania stopy po podłożu odbić się z przedniej części śródstopia, czyli wykonać tzw. grzebnięcie.
Z drugiej jednak strony baaardzo trudna, bo chociaż namawiam wszystkich do tej techniki biegania, to często słyszę argumenty jej przeciwników,
którzy przekonują do tego, by lądować na śródstopiu, bo to (ich zdaniem) i naturalniejsze, i (ich zdaniem) zdrowsze, i (ich zdaniem) ekonomiczniejsze.
Cóż – ja swoje, oni swoje. A na kompromis szans nie ma, bo lądowanie lewą stopą na pięcie, a prawą na śródstopiu nie wchodzi w rachubę – he, he.

Problem jest o tyle poważny, że trudno jest zmienić technikę biegu, i to nie tylko lądowania (także oddychania – nosem czy ustami, pracy rąk, itp.).
Do tego tym trudniej, im dłuższy ma się staż biegowy. Bo z nawykami walczyć najtrudniej.
Namawiam jednak tych wszystkich, którzy lądują teraz na śródstopiu, by spróbowali tej odmiennej techniki, aż do skutku.
A przy okazji – uczulam nauczycieli i trenerów, by jak najwcześniej, już na początku biegania, ustawiali swoich podopiecznych do biegania z pięty.
Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał – znamy to wszyscy. Zapewniam też, że każdy, kto nauczy się biegać z pięty,
gdy na treningach okaże się, że jest typem sprintera, baaardzo łatwo, w naturalny sposób, przestawi się na bieganie ze śródstopia.
Duże prędkości zmuszą go do tego. Ale przestawienie się w drugą stronę, gdy biegający ze śródstopia zamarzy o maratonach,
będzie już bardzo trudne, dla wielu wręcz niewykonalne! I będą problemy.

Śródstopie przydaje się w sprincie

Blog z pasją. Blog będzie odpowiedzią na różne pytanie które nurtują mnie, może i Was jako biegacza lub po prostu osoby aktywne fizycznie. Moje porady, teksty napisane są z doświadczenia jakie zebrałam

Kto z biegaczy powinien lądować na śródstopiu? W mojej ocenie tylko ci o zacięciach sprinterskich (wszyscy, a przynajmniej ci dość szybcy)
i ewentualnie średniodystansowych (ale tylko zawodnicy wyczynowi, reprezentujący wysoki poziom sportowy)!
Przyczyna jest prozaiczna – w takich biegach, z uwagi na duże prędkości, nie ma czasu na fazę przetaczania. Lądowanie – odbicie, lądowanie – odbicie, albo rywale uciekną!
Cóż, bieg na średnim dystansie trwa na tyle krótko, że ta forma lądowania nie nadweręży stopy i łydki, które są wtedy bardzo mocno przeciążane,
bo oprócz ogromu pracy podczas fazy odbicia, pełnią też rolę amortyzatorów podczas fazy lądowania.

Tłumią ogromne siły powstające podczas każdego kontaktu stopy z podłożem – przy dużych prędkościach, rzędu 9-krotnej masy ciała! Oj, dostaje się im wówczas, dostaje!
I to dlatego w okresie zimowym sztanga jest podstawowym narzędziem treningowym sprinterów i średniodystansowców,
gdy buduje się fundament siły mięśni nóg, w tym tak mocno obciążanej łydki.
Kto tego zaniedba, ten więcej czasu podczas sezonu spędzi nie na zawodach, ale w gabinetach fizjoterapeutów.

Widzieliście kiedyś kolce sprinterskie? Są bez pięty, tzn. ta część obuwia, która jest bezpośrednio pod piętą, jest bardzo cienka. Dlaczego?
Bo sprinterzy podczas szybkiego biegu tej części obuwia nie używają. Ot, ledwie muskają nią tartan. A kolce dla długodystansowców?
Mają podwyższoną piętę, by podczas każdego kroku tą właśnie częścią amortyzować moment pierwszego kontaktu buta z podłożem.
Nie widziałem długodystansowca, który biegałby na 10 000 m w kolcach sprinterskich. Bo takie nie są im potrzebne!
Chociaż niedługo pewnie niektórym długodystansowcom się przydadzą, tym którzy biegają tempem poniżej 2:40/km.
Bo po co im ta podwyższona pięta, gdy oni niemal fruną po bieżni nie dotykając tartanu piętami?

Biegowi zwolennicy lądowania na śródstopiu mówią, że to bieganie naturalne, bo stopa jest tak cwanie zbudowana, że sama da sobie radę,
nie potrzebuje wsparcia, gdyż ma już zainstalowany mechanizm amortyzujący (tzw. łuk podłużny), więc biegający z pięty odeszli od natury.
Fakt, pod piętą jest tylko kość piętowa, mało zabezpieczona, dla której wstrząs spowodowany lądowaniem na niej byłby – na dłuższym odcinku – dramatem.
Lądując na śródstopiu korzystaliśmy z dobrodziejstwa łuku podłużnego stopy, który ją chronił.
He, he – zgoda, ale czy trening maratoński, a choćby tylko długodystansowy, to jest normalność dla ludzkiej stopy.
Albo długie bieganie po asfalcie? Dlatego, gdy w latach 60. XX wieku w USA rodził się jogging,
wszyscy biegali jeszcze naturalnie, czyli lądując na śródstopiu. Jednak szybko wyszło szydło z worka.
Natura naturą, ale okazało się, że obciążenia treningowe długodystansowców są już ponad jej naturalne możliwości.

170 tysięcy kilometrów w nogach

Blog z pasją. Blog będzie odpowiedzią na różne pytanie które nurtują mnie, może i Was jako biegacza lub po prostu osoby aktywne fizycznie. Moje porady, teksty napisane są z doświadczenia jakie zebrałam

Czytałem kiedyś, że producenci obuwia wciskają biegaczom buty z amortyzacją, i że te wypasione buty osłabiają nasze stopy,
stając się przyczyną kontuzji. O zgrozo! Kto to mówi? Na pewno tylko ci, którym brakuje czasu na rzetelne i systematyczne ćwiczenia rozciągające i wzmacniające stopy!
Gdy trening biegowy wygląda tak: dużo kilometrów (do tego po twardym podłożu), a mało ćwiczeń wzmacniających stopę, to wynik nie może być inny, jak kontuzja – zwykle o charakterze przeciążeniowym! I co tu zwalać winę na buty. Sami są sobie winni!

Chcesz je wzmocnić? Biegaj boso (po trawie lub piasku plaży), chodź boso w domu, może nawet do szkoły lub pracy –
to najprostszy trening wzmacniający osłabione noszeniem butów stopy.
Ale na długi trening, albo na trening po asfalcie, włóż – koniecznie – buty z amortyzacją.
I podczas biegu ląduj na pięcie, jeśli ci zdrowie miłe, albo kuszą rekordy życiowe.
A po zakończeniu treningu, w domu, na kocyku, wykonaj zestaw ćwiczeń wzmacniających mięśnie, także stopy.
Nie będziesz wiedział, co znaczy słowo kontuzja. Tak jak ja. Mam już w nogach 170 tysięcy kilometrów (43 sezony biegowe za mną),
wszystkie przebiegane z lądowaniem na pięcie, jednak zawsze solidnie podchodziłem (i nadal podchodzę) do ćwiczeń rozciągających i wzmacniających układ ruchu (także stopy!),
więc nie mam kontuzji, od lat. Czego i wam życzę.

Sugeruję biegać z pięty, gdy inni namawiają do biegania ze śródstopia. To ty wybierasz! „

źródło:

Dodaj komentarz